Borelioza – dlaczego osoby z niej wyleczone dalej są chore?

Pocket

Od wielu lat w świecie nauki istnieje konflikt dotyczący boreliozy. Oficjalna wykładnia w sprawie tej choroby mówi, że boreliozę leczy się łatwo, a ewentualne problemy zdrowotne po leczeniu oznaczają, że pacjent cierpi na tzw. zespół poboreliozowy, choć ogólnie jest już zdrowy. Inna grupa naukowców skłania się do poglądu, że borelioza jest o wiele trudniejsza w leczeniu, a koniec terapii nie oznacza zdrowia. Ostatnio w Nature pojawiło się badanie, które rzuca nowe światło na tę sprawę.

Immunolożki z Tulane University dowodzą, że “zespół po boreliozie” to zdecydowanie coś więcej niż zespół objawów utrzymujących się po pełnym sukcesów leczeniu. Naukowczynie pokazują, że nawet po odpowiednim leczeniu, część pacjentów z boreliozą cierpi na wiele objawów.

Jakie mają wnioski i czy zmieni to sytuację chorych?

Borelioza bez końca

Organizacje chorych na boreliozę i inne choroby odkleszczowe od wielu lat postulują zmianę oficjalnego stanowiska wobec tej choroby. Małymi kroczkami uzyskuje się pewną zmianę świadomości na temat boreliozy. Centra Chorób Zakaźnych w niektórych krajach zgadzają się już, że może istnieć większe niż się wydawało ryzyko przenoszenia tej choroby. Czasami też zgadzają się, że trudno się ją wykrywa. Wreszcie, że tzw. zespół po boreliozie wymaga uważniejszego niż się wydawało podejścia.

Pewne sukcesy w tym zakresie zanotowano na przykład w Stanach Zjednoczonych. Tam o nowe podejście do tej choroby walczą również środowiska powiązane z armią. W Australii w tym czasie borelioza wciąż napotyka na mur niezrozumienia. Z kolei w Norwegii rumień wędrujący, pierwszą i podstawową oznakę wczesnej boreliozy, klasyfikuje się jako osobną jednostkę chorobową. W Polsce zaś leczenie boreliozy to chaotyczny obiekt sprzecznych informacji.

W Polsce borelioza może zostać uznana za chorobę zawodową, a jednocześnie kolejki w poradniach chorób zakaźnych wynoszą nawet pół roku i więcej. Stowarzyszenie Chorych na Boreliozę poprzez prace w sejmowej komisji ds. boreliozy stara się wpływać na poprawę procesu leczenia. Chodzi m.in. o większą dostępność testów i lepsze warunki leczenia chorych, ale pacjenci i tak skazywani są na prywatną terapię. Mimo to w Polsce nie jest najgorzej, bo w wielu krajach prywatne leczenie w ogóle nie jest dostępne.

Nie ma takiej choroby

Główny problem chorych to podejście do tzw. zespołu po boreliozie. Zespół ten pojawia się czasami po leczeniu i stanowi kontynuację a nawet zwiększenie się zespołu objawów chorobowych. Pacjent po leczeniu ma z reguły obniżoną ilość przeciwciał i na tej podstawie przyjmuje się, że został wyleczony. Obraz kliniczny, wskazujący na dalszą chorobę, nie sprawia, że pacjenci mogą uzyskać pomoc.

Pozostaje otwarta dyskusja, czym jest ów “zespół poboreliozowy”. Najnowsze badanie naukowczyń z Tulane University w Stanach rzuca nowe światło na tę sprawę.

Przeprowadzono badanie PET mózgu pacjentów z PTLDS czyli zespołem poboreliozowym. Wykazało ono prawdopodobną aktywację komórek glejowych, wskazując na utrzymujące się procesy neurozapalne. Autorki pracy twierdzą, że istnieje prawdopodobieństwo, że po leczeniu pozostają wciąż bakterie, mogąc nadal powodować zapalenie nerwów. Te bakterie w publikacji określane są jako “nieżywotne” (non-viable) a mimo to neuropatogenne. Wydaje się nawet, że negatywne zjawiska w organizmie pacjenta z owymi nieżywotnymi krętkami są bardziej niszczące niż u osób, u których stwierdzono obecność żywych patogenów.

“Utrzymywanie się procesów neurozapalnych wywołanych pozostałościami może prowadzić do długotrwałych konsekwencji zdrowotnych” – konkludują autorki badania.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.