Nieludzkie prawo aborcyjne vs nieludzki system opieki nad ciężarnymi

Pocket

Minister Niedzielski komentuje audyt na oddziale porodowym w szpitalu w Pszczynie, wskazując, że do śmierci Izabeli przyczynili się ludzie a nie prawo aborcyjne. W odczuciu wielu osób to unikanie odpowiedzialności rządzących za przygotowanie nieludzkich rozwiązań, skierowanych przeciw ciężarnym. Ale złe prawo nie funkcjonowałoby tak wszechstronnie, gdyby nie zły system opieki.

W lutym br. Najwyższa Izba Kontroli opublikowała ponury raport poświęcony dbałości o osoby, które poroniły lub urodziły martwe dzieci. W owym raporcie mówi się o daleko idących zaniedbaniach w systemie. O obojętności wobec smutku i cierpienia, dehumanizacji, braku poszanowania prywatności w wreszcie o zaniedbaniach szpitali wobec własnej załogi. Pokusiłam się wtedy o wniosek, że pracownik medyczny, traktowany przez pracodawcę jak śmieć, będzie tak samo traktował swoje pacjentki.

Dziś zaś okazuje się, że dochodzenie Ministerstwa Zdrowia wskazuje na to, że w Pszczynie popełniono błędy i liczne zaniedbania. Pracownicy, traktowani jak śmieci, potraktowali ciężarną jak śmiecia.

Pszczyna a prawo aborcyjne

Prawo aborcyjne, obowiązujące w koślawym kształcie, który nadał mu Trybunał Konstytucyjny dopuszcza aborcję w dwóch przypadkach. Jest to przypadek zagrożenia zdrowia i życia ciężarnej oraz ciąży wynikającej z czynu zabronionego. To, jak uważają liberalni aktywiści pro life, ma być prawem wystarczającym/ Powinno chronić życie ciężarnych i nie zmuszać ich do rodzenia w przypadku np. gwałtu. Ci bardziej pro-pro life uważają jednak, że przerywanie ciąż powinno być zakazane w ogóle.

Śmierć kobiety z Pszczyny, która trafiła na oddział położniczy w stanie zagrażającym swojemu zdrowiu a w konsekwencji życiu, zbiega się właśnie z kolejną inicjatywą, mającą na celu całkowite zakazanie aborcji w Polsce.

Fundacja Pro-Prawo do Życia na jutro zapowiada pierwsze czytanie swojego projektu. Ma on na celu – jak to sama ujmuje – zatrzymanie masowych mordów na polskich dzieciach.

Oto cytat z artykułu Fundacji:

Wprowadzony w roku 1997 art. 152 kk, który zapewnia bezkarność matce dziecka poczętego, nawet gdyby zabiła je w najbardziej okrutny sposób, powoduje również, że praktycznie niemożliwe jest ściganie osób, które matkę do tego czynu nakłoniły, a nawet zmusiły. Ponieważ zabójstwo dziecka poczętego przez matkę nie jest przestępstwem, można bezkarnie reklamować pomoc w mordowaniu.

(…) Z bezkarności matek korzystają ci, którzy zarabiają na handlu pigułkami poronnymi, ci, którzy nakłaniają i przymuszają kobiety do aborcji. Beneficjentem bezkarności aborcyjnej są też koncerny farmaceutyczne i opłacani przez nie politycy.

W sprawie śmierci Izabeli z Pszczyny Fundacja wypowiada się, że według lekarza ginekologa, niestety niepodpisanego w wywiadzie, kobietę “na pewno zabiła choroba”.

Tę pacjentkę zabiła najprawdopodobniej jakaś postać wstrząsu na tle septycznym albo anafilaktycznym. Trudno powiedzieć, ale z pewnością zabiła ją choroba. (…) Człowiek zdrowy rzadko umiera nagle, chyba że jest to śmierć w wyniku wypadku komunikacyjnego, ale zdarzają się też sytuacje, zwłaszcza w ciąży, że może dojść do nagłego, niespodziewanego zgonu.

Fundacja chce – jak sama pisze – zmusić, by w szpitalach nie było “aborterów”. Chwali się, że dzięki jej akcji w rzeszowskim szpitalu Pro Familia zaprzestano “zabijano nienarodzonych”. “Dzięki wywieranej przez nas presji, wszyscy tamtejsi lekarze zaprzestali mordowania ” czytamy na stronie Fundacji.

We wszechstronnej trosce o dzieci

Fundacja działa również na rzecz zatrzymania pedofilii. Jednak nie skupia się na skutecznym egzekwowaniu prawa pozwalającego na ściganie, izolowanie od społeczeństwa i surowe karanie pedofilów. Fundacja skupia się na innych inicjatywach. Zależy jej m.in. na zatrzymaniu edukacji seksualnej jako umożliwiającej seksualizację dzieci, zablokowaniu wszelkich informacji i aktywności osób LGBT z zakazem takich inicjatyw jak “tęczowe piątki” włącznie. Twierdzi, że seksuolodzy forsują pedofilską edukację.

Fundacja sprzeciwia się też szczepionkom. Twierdzi, że masowe aborcje przygotowywane są specjalnie na zamówienie przemysłu farmaceutycznego. To wielki przemysł medyczny ma stać za “mordowaniem dzieci”.

Według Klementyny Suchanow z serwisu arbinfo.pl działania ww. Fundacji to jedna z licznych, podobnych inicjatyw na świecie. Zostały one rozpoczęte i nabierały mocy w jednym czasie. Ma to mieć na celu szerzenie dezinformacji. A dalej – zmianę rozkładu sił politycznych nie tylko w Polsce, ale i na świecie.

Polski oddział położniczy

Obok głównego nurt ideologicznych walk są jeszcze zwykłe polskie oddziały położnicze. Autorka niniejszego artykułu miała osobistą nieprzyjemność przebywać tam dwukrotnie. Za pierwszym razem trafiłam na lekarza, który usłyszawszy, że mam swoją firmę, zapragnął pieniędzy i bawił się w powstrzymywanie akcji porodowej. Chodziło o to, bym chętnie zapłaciła za znieczulenie. Za drugim trafiłam po prostu na lekarkę, która demonstrowała fochy i trzaskała drzwiami. Działo się tak dlatego, że akcja porodowa szła nie po jej myśli.

Ogólnie jednak nie stało się nic złego, nikt nie przypłacił tych zachowań zdrowiem ani życiem. Nawet przebywałam w dwuosobowych salach i miałam czystą pościel.

Jednak z moich wspomnień a także relacji niemalże wszystkich kobiet z kilku pokoleń, które przepytywałam, wynika, że oddział położniczy jest miejscem, w którym kobieta traci godność. Wystarczy wejść przez drzwi, podpisać liczne zgody, by przestać być człowiekiem. Oznacza to, że np. dostać lewatywę bez pytania, siedzieć na fotelu w pomieszczeniu nieoddzielonym od innych pomieszczeń nawet zasłonką, lub być sztorcowaną niczym dziewczynina na służbie za rozlanie perfum jaśniepani. Mówienie “per ty” staje się standardem w momentach najbardziej dla kobiety upadlających. Wrzaski, pouczenia, nieustające poczucie, że się przeszkadza.

Jeśli kobieta skarży się na ból, z automaty zakłada się, że przesadza. Kobiety, jak wiemy, przez wieki rodzą w bólu, bo tak jest w Biblii napisane. Nie powinny się skarżyć. A jeśli się skarżą, to – wiadomo – głupie, słabe, a przecież “same chciały”. O łagodzenie bólu można zadbać, ale po co?

Jeśli chciałaby prywatności, to przesadza, bo na oddziałach każdy “gołą d*** widział” i nie ma się czego wstydzić.

A jeśli chciałaby o coś zawalczyć – cóż, spróbujcie być asertywni na fotelu ginekologicznym, bez bielizny i z rozwarciem na 7 cm.

Źródło mamotoja.pl

Prawo aborcyjne a prawo do godności

Przywołany tu raport NIK pokazuje, że dehumanizacja pacjentek na polskich oddziałach położniczych nie jest niczym nowym. Personelowi medycznemu, tak według NIK jak i według partnerów społecznych, brak empatii i umiejętności komunikowania. Cytat:

“Wiele kobiet opisywało sytuacje, w których personel medyczny podnosił na nie głos w sytuacji, w której dopytywały o swój stan lub płakały. (Po poronieniu lub śmierci dziecka – red.)”

Kobieta na oddziale położniczym przestaje być człowiekiem i jej los niezwykle często jest obojętny. Historia Izabeli z Pszczyny pokazuje, że nawet w ramach nieludzkiego prawa można było uratować jej życie i oszczędzić poniżeń. Stałoby się tak, gdyby tylko dostrzeżono w niej człowieka. Człowieka a nie kolejną rozhisteryzowaną położnicę na oddziale.

W polskim systemie opieki osoba ciężarna – choć może w ogóle powinniśmy powiedzieć “pacjent” – jest czynnikiem, który przeszkadza w pracy. Dopóki tak jest, dopóty żadne, najliberalniejsze prawo nie pozwoli nam żyć czy też rodzić po ludzku.

Zdjęcie Barunka24/Pixabay

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.