Myszy zjadły nie tylko Popiela – teraz zjadają Australię

Pocket

Po dotkliwych pożarach, ulewnych deszczach a potem ciężkich mrozach Australię dotyka kolejna plaga – myszy. Gryzonie zjadają uprawy, wyżerają izolacje i instalacje, niszczą zapasy, gnieżdżą się nawet w samochodach. Szkody dotknęły rolników, szkoły, szpitale. Ubezpieczyciele nie chcą wypłacać szkód za straty.

Plaga myszy wyniszczająca region Nowej Południowej Walii spowodowała wielkie straty. W Australii ubezpieczyciele nie przewidzieli, że taka plaga może stanowić ryzyko warte ubezpieczenia. Większość polis ubezpieczeniowych domów i biznesów nie obejmuje szkód spowodowanych przez myszy. Pojawiły się apele, by rząd plagę myszy uznał za klęskę żywiołową – wtedy może pojawiają się odszkodowania za straty.

Myszy zjadają Australię

Klęska najazdu gryzoni spowodowała, że ​​gospodarstwa, szkoły, szpitale, prywatne domy a nawet pojazdy i maszyny zostały poważnie zniszczone. Rolnicy z Nowej Południowej Walii notują straty rzędu setek tysięcy dolarów.

Niektórzy ubezpieczyciele są gotowi rozważyć pokrycie strat, jeśli myszy spowodują inne, nazwane w polisach ryzyka, takie jak pożar lub zalanie. Może się tak stać, jeśli gryzonie przegryzą instalacje elektryczne lub wodociągowe. Tymczasem myszy niszczą o wiele więcej: elementy konstrukcyjne budynków, izolacje, meble, przedmioty codziennego użytku. Co więcej, pojawiły się doniesienia o ludziach pogryzionych przez myszy. Ludzie opowiadają o problemach ze zdrowiem, również psychicznym.

Mieszkańcy południowo-wschodniej części kraju apelują do rządu o ogłoszenie stanu klęski żywiołowej, w nadziei, że to pozwoli odzyskać choć część odszkodowań za poniesione straty. Ale możliwe, że nawet wtedy większość poszkodowanych nie otrzyma świadczeń, ponieważ większość polis nie obejmuje klęsk żywiołowych.

Myszy pojawiły się w ogromnych ilościach wiosną 2020 roku, kiedy rolnicy zbierali duże plony. Posiliły się na zapasach, gromadzonych w spichlerzach i rozmnożyły. Poprzednia susza i pożary wpłynęły na populację drapieżników, które mogły zagrozić myszom. Łagodne, wilgotne lat zaś pozwoliło gryzoniom na niekontrolowane rozmnażanie. Problem początkowo sygnalizowano tylko w zachodniej części Nowej Południowej Walii. Potem myszy rozprzestrzeniły się na południową część Queensland, a stamtąd na południową część Nowej Południowej Walii. Myszy są dziś też w Australii Południowej koło Adelaidy i dalej – co zaskakuje ekspertów, ponieważ wydawało się, że w tamtym rejonie nie było warunków sprzyjających dla namnażania szkodników. Myszom to najwyraźniej nie przeszkadza – jest ich wiele i potrzebują coraz więcej jedzenia i możliwości, by dalej się rozmnażać.

Mieszkańcom Australii nie jest łatwo walczyć z plagą. Brakuje środków na szkodniki, a te, które są dostępne, mają coraz wyższe ceny. Zdesperowani rolnicy próbują pułapek, zasadzek i drastycznych trucizn. Jedną z nich jest bromadiolon, środek silnie trujący dla różnych zwierząt, a teraz rozsypywany przez rolników w wielu miejscach. W Australii nie jest zarejestrowany do użytku w rolnictwie, ale farmerów to nie powstrzymuje. Plaga myszy wydaje się rozprzestrzeniać coraz bardziej, poszkodowani sięgają po każde dostępne środki, nie bacząc na ewentualne szkody w środowisku.

Zdjęcie Gaertringen, Pixabay

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.