Pytanie na koniec roku szkolnego: czy narzędzia Google do nauki zdalnej są bezpieczne dla dzieci?

Pocket

Produkty Google przeznaczone do użytku w szkołach nie mają wystarczających zabezpieczeń prywatności – takiego zdania jest niderlandzkie Ministerstwo Edukacji. Mówiono o tym już w marcu br, a teraz pojawiają się kolejne informacje. Chodzi o dane wrażliwe dzieci – osób, których prywatność powinna być szczególnie chroniona.

Google Classroom, szkolna poczta i dokumenty z zadaniami – to zestaw praktycznych narzędzi, umożliwiających pracę zdalną w szkołach i na uczelniach. W pandemii COVID-19 podczas długiego lockdownu dla szkół z narzędzi tych korzystało wielu nauczycieli, ciesząc się z możliwości, jakie dostarczały rozwiązania Google. Google korzystał też z danych, jakie przy okazji zbierał, śledząc aktywność zalogowanych na swoich kontach uczniów. Tym sposobem gigant dostał pełen pakiet informacji o bardzo wielu nieletnich użytkownikach internetu.

Czy to dobrze?

Google pomaga w nauce

Zamknięcie szkół było jednym ze sposobów, po które sięgnęły rządy, by powstrzymać rozprzestrzenianie się koronawirusa. Szkoły w całej Europie stanęły przed koniecznością organizacji nauki zdalnej.

Początkowo nauczyciele improwizowali, korzystając z prywatnych maili i innych, wypróbowanych w życiu prywatnym rozwiązań. Szkoły starały się organizować naukę systemowo i wybierały różne platformy, lepiej lub gorzej spełniające swoją rolę. Wkrótce okazało się, że Google dysponuje zestawem narzędzi, które można wykorzystywać w nauce zdalnej. Dzieciom można było założyć indywidualne konta w domenach wskazanych przez szkoły i systemowy sposób organizować lekcje, tj. prowadzić spotkania na żywo, zostawiać materiały w formie elektronicznej w charakterze pomocy naukowych i zadań, wymieniać się efektami pracy. Google zaproponowało zestaw niezbędnych rozwiązań i wszyscy chętnie z tego korzystali.

Narzędzia wydawały się całkowicie bezpieczne, a ewentualne niebezpieczeństwo wiązało się z potencjalnie nieodpowiedzialnym zachowaniem użytkowników aplikacji, którzy – co się zdarzało, robili rzuty z ekranów lub nagrania, by potem ośmieszać i upokarzać kolegów. Niemniej takie zachowanie mogło mieć miejsce w każdej sytuacji, ewentualne problemy nie wynikały z winy Google. Problemy – jak wykazywał UNICEF – wynikały też z izolacji, wykluczenia cyfrowego i wielu innych kwestii.

I nagle Holendrzy twierdzą, że Google wykorzystuje dane dzieci, jak to?

…i zbiera dane o dzieciach

Dane uczniów, którymi dysponuje Google, nie obejmują danych osobowych i wyników w nauce, ale mimo to jest ich całkiem sporo. Z danych wynika, czym użytkownicy są zainteresowani, jak długo są zalogowani, jakich wyszukiwanych haseł używają, z jakich korzystają stron, z jakich materiałów, jakie mają kontakty. Google może w przyszłości decydować, czy zmienić warunki korzystania z usług powiązanych z Classroom. Wygląda na to, że szkoły czy uczelnie nie mają wystarczającej kontroli nad własnymi informacjami oraz nie wiedzą czy i jak Google będzie wykorzystywać dane dzieci.

W Niderlandach w marcu prowadzono w tej sprawie rozmowy zarówno z Google, a także z Komisją Europejską. Celem rządu było upewnienie się, że system może być bezpiecznie używany bez zagrożenia dla prywatności użytkowników, tak teraz jak i w dalszej przyszłości.

Dutchnews.nl powołuje się na informacje z dziennika Financiele Dagblad, że obawy polityków był wspierane przez niezależną organizację watchdog, Autoriteit Persoonsgegevens, która miała twardo wypowiedzieć się o zagrożeniach prywatności w związku z korzystaniem narzędzi Google. Dziennik donosi, że stanowisko Holendrów podzielają też Niemcy.

Cytowany przez źródło rzecznik Google zapewnia, że gigant medialny przestrzega przepisów dotyczących prywatności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.