Susza grozi Unii, a Belgii być może bardziej niż innym krajom

Pocket

Brak wody wydaje się trudny do wyobrażenia w kraju, który został boleśnie dotknięty powodziami. A jednak w Belgii stale brakuje wody. Tzw. łączny ślad wodny jednego Belga to aż 7400 litrów dziennie. 100 wanien – belgijskie zużycie wody jest dwakroć większe niż przeciętnego obywatela świata.

Belgia leży nad brzegiem oceanu, a jej teren poprzecinany jest licznymi rzekami i kanałami. Czy kojarzy się z suszą i brakiem wody? Zapewne nie, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę katastrofalną powódź z 14 i 15 lipca bieżącego roku.

W Belgii powodzie niszczą, ale brakuje wody

Zmiany klimatyczne stoją za powodziami z połowy lipca, ale również za dotkliwym brakiem wody. Dodatkową przyczyną braku jest – jak donosi The Brussels Times – styl życia Belgów.

Belgia boryka się z niedoborem wody z powodu niewystarczających lub nieregularnych opadów. Nie jest w tym odosobniona – to problem około 20 procent obszarów świata, w tym Europy. Jednak Belgowie są po prostu przyzwyczajeni do zużywania wody. Ich wodny ślad to aż 100 wanien dziennie, podczas, gdy w kraju są zasoby pozwalające im dostarczyć około 1/3 ilości, do jakiej przywykli. Skąd reszta? Z importu.

Według cytowanego przez brukselski serwis profesora geografii, Marca Van Molle, styl życia przeciętnego Belga przyczynia się do suszy w innych krajach, tak Europu, jak i dalszych. Woda potrzebna jest bowiem do wyprodukowania codziennej lampki wina z sąsiedniej Francji (około 120 litrów), t-shirtu (2.700 litrów) z Bangladeszu i polskiej kiełbasy krakowskiej, dostępnej w sieci marketów, znanej w całej Europie. Przykładowo – produkcja polskiego drewna, niezbędnego dla belgijskiego budownictwa pochłania wielokrotnie więcej niż domowe zużycie wody. Zachęcanie Belgów do oszczędzania wody do podlewania ogródków czy kąpieli domowych ma w gruncie rzeczy bardzo małe znaczenie wobec wielkości niedoborów.

Na początku czerwca ubiegłego roku ponad 80% punktów pomiarowych wody we Flandrii wykazywało niski lub bardzo niski poziom wód gruntowych. Rok później nagła powódź przyniosła ogromne zniszczenia. Kryzys klimatyczny powoduje „rozpalanie” poszczególnych rejonów, a potem wpływa na intensywne miejscowe opady. Niestety, ta woda nie wraca do wód gruntowych – spływa po ulicach, powodując wypłukiwanie gleby i zabierając zanieczyszczenia do rzek i oceanu.

Zdjęcie S. Hermann & F. Richter /Pixabay

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.