Medialny mors u wybrzeży Oslo nie zwrócił uwagi na problemy populacji zwierząt

Pocket

Mors Freya jest duży, ma wielkie zębiska i stał się maskotką mieszkańców Oslo. Wyleguje się na pokładach zacumowanych w marinach łodzi i budzi mieszane uczucia, gdy zjada na oczach “miastowych” łabędzia. Ale przyrodnicy norwescy zwracają uwagę na problemy bardzo wielu gatunków mieszkających w Norwegii zwierząt. Wygląda na to, że Freya cieszy się wyjątkowymi przywilejami, w przeciwieństwie do współbraci.

Populacja morsów w Norwegii oraz na Svalbardzie ma się – wbrew pozorom – nieźle. Populację morsa norweskiego na Svalbardzie i pokrytych lodem częściach Morza Barentsa szacuje się na 5–6 tysięcy. Cała populacja atlantycka liczy sobie około 30 tysięcy. 30 tysięcy to populacja łosi, które co roku w Norwegii są zabijane. Zabija się je zaś, bo stwarzają problemy. Problemy stwarzają też wilki, borsuki, niedźwiedzie, wydry, a nawet małe ptaki jak drozdy. Rozwiązanie? Zastrzelić.

Czy Freya wystarczy, by ocalić bioróżnorodność na północy Europy (i nie tylko tam)?

Jeden mors za setki tysięcy niepotrzebnych zwierząt

Freya stała się norweską maskotką. Zwierzę jest dość towarzyskie, nie unika ludzi, lubi się bawić.

Mors dostał więc imię i został bohaterem pewnej części internetu.

Jednak biolog Per Espen Fjeld przypomina, że zwraca uwagę, że taka postawa jest pełna hipokryzji. Freya nie ma znaczenia dla przyszłości swojego gatunku, nb. niezagrożonego znacząco. Dla przyszłości bardzo wielu gatunków zwierząt, obecnych w Norwegii, Skandynawii i w innych częściach Europy mają – jak przypomina biolog – zmiany klimatyczne. Mogą one – pisze Fjeld – zniszczyć siedliska setek tysięcy arktycznych zwierząt w ciągu zaledwie kilku lat.

Fjeld zwraca uwagę też na brak społecznego zainteresowania innymi zwierzętami. Wiele zwierząt jest eliminowanych ku zadowoleniu społecznemu, choćby jak wspomniane łosie. Nikt nie oburza się w sprawie polowania na norweskie łosie – jest ich dużo, występują powszechnie, przyczyniają się do wielu groźnych wypadków. Wilki? Zjadają owce. Niedźwiedzie? Zagrażają nawet ludziom. Borsuki? Wkraczają do gospodarstw? Dzikie gęsi? Niszczą uprawy. Drozdy? Wyjadają jagody. Tymczasem biolog przypomina, że “szkodniki” czyli wilki i niedźwiedzie są klasyfikowane jako krytycznie zagrożone i wysoce zagrożone przez Bank Danych Gatunków.

Jedna Freya za tysiące bezimiennych

Mors Freya zadomowił się u wybrzeży miasta. Wielkie zwierzę traktowane jest jak maskotka. Ludzie próbują się z nim bawić, rzucają pokarm, polewają wodą i filmują to, co Freya robi. A co robi? Niszczy łodzie, wywraca je, drapie, zrywa liny. I przede wszystkim poluje w pobliżu ludzkich siedzib. Biorąc pod uwagę nastawienie społeczne do milionów innych “szkodliwych” zwierząt, Freya powinna zostać odłowiona. Czyli – zabita.

“Każdego roku w Norwegii poddajemy eutanazji tysiące zwierząt” – pisze gorzko Per Espen Fjeld. Poluje się na nie i przeznacza na żywność lub po prostu na zabicie. Freya jest egzotyczną postacią w mediach i nadano jej imię – i to, jak twierdzi biolog, jest jedynym powodem zmiany społecznego nastawienia. Niestety – to zmiana dotycząca tylko tego konkretnego zwierzęcia a nie przedstawicieli wielu innych gatunków.

Jeśli społeczeństwu, nie tylko norweskiemu, zależy na zwierzętach takich jak mors Freya, powinno się ono przyjrzeć problemom globalnym gatunków. Norweska maskotka z południa półwyspu ma się dobrze, podczas, gdy pod ciałami jej pobratymców topnieją wieczne lody z powodu zmian klimatycznych. Norwegia właśnie planuje postawienie dziesiątek platform naftowych wzdłuż wybrzeży Svalbardu. Co się z nimi stanie?

Zdjęcie richardpics z Pixabay

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.