Kalifornia: susza niszczy, a złodzieje kradną wodę, żeby uprawiać marihuanę

Pocket

Od kilku lat Kalifornia walczy coraz bardziej rozpaczliwie z niszczącą suszą. Poziom wód opada, schną naturalne zbiorniki, wodociągi pracują pełną mocą. Gdy brakuje wody w kranach, może okazać się, że to dzieło złodziei.

Kalifornia ma nowy rodzaj przestępców: to złodzieje wody. Wodę kradnie się, by zasilić nią nielegalne uprawy marihuany. Złodzieje robią to w taki sposób, że zagrażają zaopatrzeniu w wodę nawet kilkuset gospodarstwom domowym. Nowa plaga?

Sucha Kalifornia

Od kilku już lat susza ogarnia większość Kalifornii. Brak wody powoduje, że wodę się kradnie. W tym roku zjawisko to urosło do niespotykanego wcześniej poziomu. Złodzieje czerpią nielegalnie wodę z niewyschniętych jeszcze akwenów i rzek, a następnie sprzedają ją na czarnym rynku. Inni podłączają się do miejskich hydrantów. Jak podaje Daily News z Kalifornii – złodzieje kradną również wodę bezpośrednio z domów, gospodarstw i prywatnych studni. Zaburzają też stanową gospodarkę wodną, tworząc na rzekach własny, nielegalny system zapór i zbiorników, a nawet alternatywną do istniejącej nielegalną sieć wodociągową. Włamania dotyczą też sieci wodociągowej, do której złodzieje podłączają się, by kierować wodę poza jej pierwotne miejsce przeznaczenia. Opróżniane są nawet zbiorniki przeciwpożarowe.

Kradzieże z hydrantów tworzą realne zagrożenie pożarowe. Im gorsza sytuacja hydrologiczna, tym więcej kradzieży wody. Do połowy bieżącego roku władzom stanowym zgłoszonych zostało 125 kradzieży wody – to ponad dwa razy więcej niż dziesięć lat temu. Ilość zgłoszeń kierowanych do władz lokalnych nie wchodzi w te statystyki – wiadomo tylko, że jest ich znacznie więcej.

Kradzieże wody generują dalsze koszty. Koszty uszkodzeń wodociągów szacowane są na razie na około 10 tysięcy dolarów. Zabezpieczenia poczynione przez indywidualnych odbiorców to dalsze koszty – wchodzą w nie np. zakupy urządzeń do monitoringu i innych zabezpieczeń, demontaże uszkodzonych hydrantów itp.

Władze starają się walczyć z kradzieżami wody. Na municypalnych złomowiskach przybywa skonfiskowanych cystern na wodę. Również tych, które były specjalnie ukrywane – przygotowane tak, by wyglądały na cysterny z paliwem lub zwykłe ciężarówki. Demontowane są kolejne, uznane za nieistotne dla systemu bezpieczeństwa, hydranty.

No i dochodzą do tego straty w rolnictwie, również w legalnych uprawach marihuany. Ich kosztem prowadzone są uprawy nielegalne.

Wielkie podlewanie trawy

Uprawa marihuany nie wymaga wielkiej ilości wody, ale nie da się jej prowadzić na pustyni. Podczas gdy nawadnianie jest problemem nawet dla legalnych upraw, nielegalne plantacje radzą sobie z brakiem wody najprościej jak się da – kradną. W trakcie nieustającej suszy nawet niewielkie uszczuplenie zapasu wody mieć wpływ na gospodarkę.

Daily News podaje, że nielegalne uprawy marihuany w hrabstwach Los Angeles, Riverside i San Bernardino wymagają około 20 milionów litrów wody dziennie. Tymczasem w gminach Kalifornii nakłada się ograniczenia w korzystaniu z wody, np. podlewaniu ogródków i trawników. Jeszcze dwa lata temu lokalne władze kradzieżami wody nazywały sytuacje, gdy bezdomni napełniali kanistry kilkunastoma litrami wody. Dziś na takie sytuacje nikt już nie reaguje.

Co więcej, pojawia się zagrożenie zdrowia i życia osób, które chciałyby zgłosić swoje problemy z legalną wodą. Władze odnotowują przypadki zastraszania. Zastraszającymi mają być członkowie karteli, nadzorujących nielegalne plantacje.

Kradzieże wody to zjawisko, które będzie nasilać się w związku z coraz większym kryzysem klimatycznym. Naukowcy już teraz szacują, że każdego roku kradziona jest nawet połowa światowych zasobów wody.

Zdjęcie jplenio /Pixaba

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.