Moderatorzy Facebooka walczą z traumami, firma ma to gdzieś

Pocket

Zespół stresu pourazowego może towarzyszyć również takim zawodom jak moderator treści w internecie. Moderatorzy Facebooka co dnia weryfikują setki zgłoszeń. Oglądają zdjęcia z wypadków, zbrodni, dokumenty przekraczające granice dobrego smaku. Dla szefów FB to nie jest problem, dla pracowników – owszem.

Isabella Plunkett, moderatorka treści na Facebooku, zeznawała w tej sprawie przez irlandzkim parlamentem. Jej praca napełniała ją coraz większym strachem. Co dnia przeglądała zdjęcia przedstawiające wykorzystywanie dzieci, przemoc i samookaleczenia.

Kazano jej spadać i trochę rozerwać się – może na kareoke?

Ciemna strona Facebooka

Plunkett pracowała najpierw z pasją i w poczuciu misji, a potem z rosnącym przerażeniem. Przez 7 miesięcy była na antydepresantach, by jakoś znieść towarzyszący jej pracy stres i poczucie zagrożenia. Do pozostania w tej pracy przymusiła ją sytuacja osobista i ciężka choroba jej matki. Plunkett nie raz rozmawiała z przełożonymi o swoich problemach. Ale powiedziano jej, żeby “spadała” – “told to suck up”. I zostawiono z problemem samą.

Zwykle uważa się, że ciemna strona internetu to – jak sama nazwa wskazuje – darknet. W tym “normalnym”, otwartym internecie, drastyczne treści, przestępstwa, prześladowania, przemoc, występują rzadko. Wszystko jednak zależy od perspektywy. Pracownicy giganta w świecie społecznościówek z drastycznymi treściami spotykają się w każdym momencie pracy. Stres, jakiego doświadczają, porównywalny jest z przeżyciami osób przebywających w strefach wojennych. Non stop obserwują najbrudniejszą część internetu.

Jak pisze magazyn Vice, moderatorzy Facebooka nie są dobrze opłacani. Wsparcie firmy jest im potrzebne, ponieważ sami nie wydadzą z trudem zarabianych pieniędzy na psychoterapię. Facebook teoretycznie to rozumie i zaoferował już wsparcie. Ale nie jest ono takie, jakiego by oczekiwali ci ludzie.

Śpiewający moderatorzy Facebooka

Firma oferuje wsparcie – około półtorej godziny w tygodniu. Zajęcia prowadzą ludzie, którzy nie są specjalistami w tej dziedzinie. Oferują zajęcia arteterapeutyczne i kareoke. Miło jest pośpiewać w grupie.

Praca wydaje się przyjemna – przez cały dzień moderator ma przeglądać platformę i usuwać z niej treści, które mogą być uznane za drastyczne. Na decyzję jest kilka, może kilkanaście sekund – łatwo o pomyłkę. Za pomyłki grożą kary. Pracowników zobowiązuje się do podpisywania umów o poufności, a to z kolei wyklucza rozmowę z kimkolwiek – również rodziną i przyjaciółmi – na temat faktów z ich pracy. Klimat strachu, o którym wspomina Plunkett, dotyczy więc wielu kwestii, z poczuciem zagrożenia utratą pracy włącznie.

Rzecz w tym, że pracodawcą moderatorów nie jest Facebook. Serwis zleca moderację firmom zewnętrznym, a te – oszczędzają na czym się da. Na pracownikach najbardziej. Isabella Plunkett na przykład pracuje dla pracuje dla Covalen (dawniej CPL), firmy z siedzibą w Dublinie. Kobieta jest jedną z osób, które złożyły pozwy przeciwko firmie oraz Facebookowi z powodu pracy narażającej na zespół stresu pourazowego.

Teraz grupa byłych moderatorów spotkała się z premierem Irlandii, Leo Varadkarem. Próbują przekonać polityków do kontrolowania poczynań giganta i jego polityki względem pracowników.

Na razie straumatyzowanych moderatorów podkupuje chiński TikTok. TikTok bowiem oferuje swoim moderatorom dobre, bezpośrednie umowy na pełen etat. Treści są tak samo parszywe, ale warunki pracy lepsze.

Łatwiej przeżyć do pierwszego.

Obraz kalhh z Pixabay

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.