Norki powstają z grobów – czy to początek katastrofy ekologicznej?

Pocket

Gdy Dania podjęła decyzję o eksterminacji całej populacji norek w strachu przez COVID-19, w krótkim czasie zabito kilkanaście milionów zwierząt. I wtedy powstał problem utylizacji ciał. Problem, który nie skończył się tak jak zaplanowano…

Zwierzęta powstają z grobów – jak alarmują światowe agencje. Pośpieszna decyzja o wybiciu 17 milionów zwierząt została podjęta, by zlikwidować zagrożenie mutacją koronawirusa, którego miały przenosić norki. Nie przemyślano jednak kwestii utylizacji ciał. Wygląda na to, że martwe zwierzęta mogą teraz zagrozić zdrowiu Duńczyków w inny sposób, niż przewidywano.

Hodowla norek – brzydkie oblicze mody

O hodowli polskich norek od dawna mówi się niedobrze – wg informacji mediów i innych materiałów dostępnych w sieci polskie zwierzęta futerkowe mają być traktowane najgorzej ze wszystkich zwierząt hodowlanych, a ich życie to pasmo cierpienia, kończone pozyskiwaniem futra. W sieci znaleźć można też jak najgorsze opinie o warunkach hodowli norek w Danii. Do niedawna hodowle, w których znajdowało się kilkanaście milionów zwierząt, również cieszyły się złą sławą. Celowość prowadzenia tych hodowli była podważana przez wiele organizacji społecznych. Noszenie futer w dzisiejszych czasach to – wg działaczy – wyłącznie kwestia mody, a nie potrzeby zabezpieczenia się przed zimnem.

Kampanie przeciwko modzie futrzarskiej to żadna nowość. Pierwsza głośna kampania została zorganizowana w 1994 roku, gdy supermodelki takie jak Kate Moss czy Naomi Cambell wystąpiły w reklamie “We’d rather go naked than wear fur”.

Supermodelki dla PETA, źródło dazeddigital.com

Jednak mimo, że wielkie nazwiska modowe jak Tom Ford wycofały się z lansowania mody na futra, samo zainteresowanie futrami nie spada, czego dowodem jest kwitnący – jak do tej pory – biznes duński.

Źle się dzieje w państwie duńskim

Biznes norkowy w Danii był znaczącą częścią gospodarki rolnej. Był, bo właśnie zabija się ostatnie zwierzęta z duńskich hodowli. Cały czas trwają protesty rolników, którzy próbują wciąż zatrzymać eksterminację zwierząt. Eksterminację, która i tak byłaby nieunikniona dla samych zwierząt, ale która dla rolników oznacza poważne problemy finansowe.

Rolnikom współczuje sama premier rządu, ale decyzja rządu jest nieodwoływalna – norki trzeba wybić, ponieważ ich hodowla grozi rozprzestrzenieniem się nowej mutacji koronowirusa powodującego pandemię COVID-19.

Ale to nie koniec duńskich kłopotów z norkami. Wizja zarazy nie została odsunięta mimo, że wyżyna się ostatnie już zwierzęta z duńskich hodowli, a rolnicy stoją nawet przed groźbą bankructwa. Powstaje bowiem kwestia utylizacji ciał 17 milionów zwierząt.

Ogromna masa zwierzęcych ciał sprawia, że naturalne procesy rozkładu zaczynają odbywać się bardzo gwałtownie. Norki jak zombie wynurzają się z masowego grobu. Pozostałości po zwierzętach zakopano na odosobnionych terenach należących do wojska, w wykopach o głębokości 2,5 metra , przykrywając warstwą ziemi. I dziś setki z nich wypływają na powierzchnię z piaszczystej gleby, o czym alarmuje Duńska Administracja Weterynaryjna i Żywności.

Masowe groby są strzeżone bez przerwy, aby trzymać ludzi i zwierzęta z dala, dopóki teren nie zostanie ogrodzony. Władze twierdzą, że w dalszym ciągu nie ma ryzyka rozprzestrzeniania się koronawirusa, ale mieszkańcy obawiają się ryzyka skażenia wody pitnej i pobliskiego jeziora, znajdującego się mniej niż 200 metrów od grobów. Pojawiają się głosy, że norki należałoby wykopać i całe gnijące mięso przetransportować do spalarni odpadów lub pomyśleć jak najszybciej o innych sposobach utylizacji, by uchronić okolicę od katastrofy.

Na razie jednak rozwiązań brak.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.