Ślepy pozew przeciw hejterom? Opinia prawnika, komentarz redakcji

Pocket

21 stycznia na stronach sejmowych pojawił się poselski projekt zmian w Kodeksie Postępowania Cywilnego poprzez wprowadzenie nowego rozwiązania, jakim jest ślepy pozew. Czy anonimowe trolle mają zacząć się bać? Komentuje prawnik, opinię przedstawia redakcja.

Zasadą polskiej procedury cywilnej jest precyzyjne oznaczenie stron postępowania. Bez wskazania pozwanego z imienia i nazwiska, a jeśli jest Polakiem, również jego adresu numeru PESEL, sąd w Polsce nie przyjmie do rozpoznania żadnego pozwu cywilnego. A co jeżeli ktoś oszkalował nas w internecie a my nie mamy pojęcia, kto kryje się pod nickiem?

Obowiązujący stan prawny vs anonimowy troll

W obowiązującym stanie prawnym powód może korzystać ze ścieżki przewidzianej przez ustawę o ochronie danych osobowych. Administrator (podmiot przetwarzający dane) ma obowiązek udostępnić je osobie, która ma w tym interes prawny. Jeśli odmawia, przyszły powód może wystąpić do Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych o wydanie decyzji nakazującej udostępnienie danych. W przypadku odmowy może odwoływać się w postępowaniu administracyjnym i sądowo-administracyjnym. To będzie trwać.

Stronie przeciwnej, o ile sprawa trafi przed organy administracyjne, również służą odwołania. Sprawa będzie powolna, a tzw. dane transmisyjne przechowywane są tylko przez okres 12 miesięcy. Często może więc dochodzić do sytuacji, gdy ostatecznie korzystne dla powoda rozstrzygnięcie GIODO jest już bezprzedmiotowe, gdyż dane osobowe zostały usunięte.

Instytucja ślepego pozwu w prawie polskim była postulowana od lat. Próby zastąpienia jej wykładnią przeciął w roku 2020 Sąd Najwyższy, który podjął w sierpniu uchwałę, że sąd powszechny jest uprawniony (na podstawie art. 159 ust. 2 pkt 4 ustawy z 16 lipca 2004 r. Prawo telekomunikacyjne) do zażądania od podmiotu związanego tajemnicą telekomunikacyjną informacji pozwalających zweryfikować twierdzenie powoda, że czynu naruszającego dobra osobiste dopuścił się pozwany w sprawie (uchwała Sądu Najwyższego z 6 sierpnia 2020 r., sygn. akt III CZP 78/19). Sformułowanie ”pozwany w sprawie” przekreśliło nadzieje na skrócenie procedur w drodze wykładni. Sąd Najwyższy jednoznacznie w ten sposób wskazał, że powód wnosząc pozew, musi że musi wiedzieć, kto jest hejterem.

Zgodnie z proponowaną nowelizacją powód nie musi już znać pozwanego.

Ślepy pozew to zmieni

Posłowie lewicy wystąpili 25 stycznia z projektem poselskim zmian w procedurze cywilnej*. Zmiany maja umożliwić pozywanie nieznanych nam autorów internetowych wpisów. Taka instytucja funkcjonuje już w Stanach Zjednoczonych i nazywana jest ślepym pozwem.

Proponowana nowelizacja, co jest absolutną nowością w polskim prawie, pozwala na wniesienie pozwu bez wskazania danych personalnych pozwanego. Jeżeli pozew spełni nieskomplikowane wymogi formalne, przewidziane w projekcie, sąd sam zwróci się do odpowiedniego operatora o dane pozwanego. A potem doręczy mu pozew.

W uzasadnieniu projektu, którego autorami są posłowie lewicy, wskazano, że celem ustawy jest „ułatwienie obywatelom dochodzenia na drodze cywilnej roszczeń o ochronę dóbr osobistych w przypadku naruszenia dóbr osobistych za pośrednictwem sieci Internet”.

Zmierza to to do przeciwdziałania powszechnemu już w sieci hejtowi. Posłowie wskazują, ze nie tylko politycy podlegają takim szykanom, ale problem jest powszechny i uderza we wszystkich użytkowników sieci. Projekt zmierza do wyeliminowania „mowy nienawiści”, której sprzyja anonimowość w Internecie. Posłowie podkreślają, że sama edukacja nie jest w tym zakresie wystarczająca.

W uzasadnieniu projektu argumentowano, że zasady wypowiedzi zamieszczane przez użytkowników w przestrzeni internetowej mają charakter publiczny, są bardzo trwałe i trudne do usunięcia. Ustawa dostosowuje zaś przepisy procedury cywilnej do potrzeb zmieniającej się rzeczywistości cyfrowej.

Poprzedni RPO był za

Na ten sam problem zwracał już uwagę Rzecznik Praw Obywatelskich, postulując wprowadzenie do polskiego ustawodawstwa instytucji tzw. „ślepego pozwu”. W uzasadnieniu powyższej propozycji Rzecznik wskazywał między innymi, że standardowe narzędzia prawne często okazują się nieskuteczne w przypadku naruszeń dóbr osobistych, do których dochodzi w przestrzeni internetowej, właśnie z uwagi na anonimowość wpisów. Dotychczasowy Rzecznik Praw Obywatelskich, Adam Bodnar, aktywnie walczył z mową nienawiści. Współorganizował cały cykl wykładów o jej występowaniu w różnych przestrzeniach życia społecznego. Postulat wprowadzenia ślepego pozwu był jednym z elementów tej kampanii.

Ale czy ślepy pozew ma szansę zadziałać?

Instytucja ślepego pozwu nie jest nowa. Od lat funkcjonuje w prawie anglosaskim jako John Doe lawsuit. Tożsamość pozwanego jest nieznana we wstępnej fazie procesu, dopiero w trakcie postępowania sąd ustala wszelkie potrzebne dane osoby pozwanej. Instytucja ta zapewnia możliwość uzyskania danych anonimowego sprawcy szkody, jednak równocześnie chroni prywatność potencjalnego pozwanego. Precedens stworzył Wyższy Sąd New Jersey w sprawie Dendrite International, Inc. v. Doe, No. 3 (2001).

Po spełnieniu określonych warunków przez stronę powodową, zadaniem sądu jest zapewnienie właściwej równowagi pomiędzy prawem do wolności wypowiedzi, w tym wypowiedzi anonimowej (gwarantowanej przez pierwszą poprawkę do Konstytucji USA), a wiarygodnością dowodów przedstawionych przez powoda i potrzebą ujawnienia tożsamości pozwanego. Ocena okoliczności każdej konkretnej sprawy przesądza o decyzji sądu – bądź o ujawnieniu tożsamości pozwanego, bądź o oddaleniu roszczenia powoda. Taka konstrukcja prawna działa więc w USA z powodzeniem od dwudziestu lat.

A co z wolnością słowa?

Rodzi się pytanie o swobodę wypowiedzi, choć oczywiście trudno kwestionować potrzebę wprowadzenia mechanizmu walki z hejtem i fejkami. Wyważenie pomiędzy prawem do swobody ocen a ochroną dóbr osobistych będzie zadaniem sądów. To jeden z powodów, dla których ich niezawisłość i odporność na wpływy (w tym polityczne naciski) jest tak ważna.

Jednakże skoro poradziły sobie z tym sądy w USA, pozostaje mieć nadzieję, że polskie, choć nie tak stabilne i ze zdecydowanie krótsza tradycja niezawisłości, też udźwigną wyzwanie.

Projekt zwiastuje cywilizowanie się swobody cyfrowej. Postulat wzmocnienia odpowiedzialności za słowo w przestrzeni publicznej osobiście przyjmuję z entuzjazmem.

Ślepy pozew – komentarz redakcyjny

Redakcja nie podziela entuzjazmu autora. Z jednej strony proponowane rozwiązanie dostarcza po prostu narzędzia, którego wcześniej nie było, a które przyda się w dochodzeniu swoich praw. Dla powoda, którym jest osoba prywatna, to świetny sposób, by walczyć z dezinformacją, szykanowaniem a nawet groźbami. Wydaje się to rozsądne, bo zamiast tracić czas na bezskuteczne ściganie trolla czy stalkera, można od razu przejść do ofensywy.

No, właśnie: rozsądne?

Bo z drugiej strony redakcja zna rzeczywistość polskich sądów i przeciąganie banalnych spraw w rodzaju rozwodowych czy alimentacyjnych do wielu miesięcy, podczas których nie dzieje się absolutnie nic. Narzędzia teoretyczne a praktyka to w Polsce dwie różne rzeczy.

U progu grudnia Parlament Europejski przyjął projekty dwóch aktów prawnych o cyfrowej modernizacji sądów w UE, przyspieszeniu funkcjonowania sądów, zwiększeniu pewności prawa i zapewnieniu tańszego i łatwiejszego dostępu do wymiaru sprawiedliwości. Nie jest trudno wydać kolejny akt prawny i nałożyć na państwa członkowskie UE obowiązki. Nie jest też trudno wprowadzić nowy przepis do wdrażania przez polskie sądy.

Z jeszcze innej strony nie umiemy sobie wyobrazić realizacji tych przepisów. I wreszcie redakcja wcale nie ma pewności, czy nowy przepis nie będzie wykorzystywany w celach zupełnie NIE szczytnych.

Innymi słowy, martwimy się wolnością słowa.

Coraz częściej pojawiają się propozycje cenzury internetu. Co bardziej kuriozalne – pojawiają się pod hasłem walki z cenzurą (vide tzw. Ustawa Wolnościowa przygotowana przez resort sprawiedliwości).

Próby uporządkowania prawa w zakresie hate speech czy fake news na razie wyglądają na strzelanie na oślep. W przypadku polskich polityków przypomina to próby ostrzelania samolotu z zakładnikami z katiusz, przy jednoczesnym upewnieniu się, że terroryści zostali ewakuowani.

Sam mechanizm ślepego pozwu wygląda świetnie, ale redakcja – jak widać, ma liczne wątpliwości. Jedyne co nam pozostaje to zaprezentować czytelnikom artykuł Maurycego Dudka i skomentować: oceńcie sami.

Redakcję reprezentują redaktorzy Agnieszka i Wojciech.

*Ne jest to pierwsza taka propozycja, w 2017 podobny projekt przygotowała “Nowoczesna”. Podobny zapis zawiera również w sobie “Ustawa Wolnościowa”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.